Prawosławne zwyczaje kolędznicze
Dawniej w kolędowaniu nie chodziło tylko o to, by zaśpiewać kilka zwrotek kolędy. Jak opowiada Doroteusz Fionik, twórca muzeum „Małej Ojczyzny” w Studziwodach koło Bielska Podlaskiego, badacz lokalnej kultury, organizowano całe przedstawienia. Na wsiach prawosławnych popularne były tzw. „herody” . – Kolędnicy chodząc po domach przedstawiali różnego rodzaju sceny biblijne i nie tylko. Przebierali się za Heroda, anioły, czarty ale też za zwierzęta, cyganów, żołnierzy, lekarzy.
Zwyczaj ten został przejęty z tradycji katolickich, dlatego sceny te często odgrywano w języku polskim polsku, a nie w używanej na podlaskich, prawosławnych wsiach gwarze.
Innym prawosławnym zwyczajem było kolędowanie z „betlejką”, z taką skrzynią ze scenografią, w której były przedstawione kukiełkowe „herody”. Nieco przypominała ona znane współcześnie szopki. Jak opowiada Fionik, ta tradycja zrodziła się w Grodnie. Była ona kultywowana szczególnie we wsiach leżących na wschód od Kleszczel i tych przy granicy z Białorusią.
Dalej na wschód, w okolicach Kamieńca, jeszcze do dziś można spotkać kolędników chodzących z „betlejem”.
„Betlej” w niczym nie przypominają szopek, z jakimi nas odwiedzają kolędnicy. To był taki kolędniczy teatr cieni. W specjalnie przygotowanej konstrukcji złożonej ze ścian oklejonych bibułą, ustawiano niewielką scenę. Do niej przyczepione były wycięte z papieru postacie zwierząt, zarówno znanych z własnego podwórka, takich jak koza, zając, wół, jak i tych egzotycznych: słoni, wielbłądów. Figurki te nie robiły wielkiego wrażenia. Ale, gdy po środku sceny zapalano świecę i uruchomiono specjalny mechanizm, papierowe postacie zaczynały się poruszać, rzucając duże cienie na ustawione wokół ściany „betleja”. Wszystko to wyglądało jak z bajki, a oglądające to dzieci były zachwycone.
Na ziemi bielskiej odpowiednikiem „betlei” jest tradycyjna gwiazda kolędnicza.
Na przodzie gwiazdy również są przedstawione różne postacie zwierząt i ludzi. Często przyklejone są do niej wizerunki świętych wycięte z papierowych ikonek. Środek gwiazdy jest często podświetlany świecą lub żarówką. Czasem wmontowuje się w nią szopkę.
Prawosławne gwiazdy też oczywiście mają specjalny mechanizm, który porusza ich ramionami.
Współczesne kolędowanie jest dużo skromniejsze niż dawniej. Przede wszystkim ograniczyło się ono czasowo – ocenia Doroteusz Fionik. –
Teraz kolęduje się jedynie w pierwszy i drugi dzień świąt. A kiedyś prawosławni kolędnicy chodzili po domach od Bożego Narodzenia (7 stycznia) aż do świąt Chrztu Pańskiego (19 stycznia).
Zgodnie z cerkiewnym zwyczajem, kolędy można śpiewać jeszcze przed świętami aż do „gromnicy”, czyli do 15 lutego. Ale kolędników można było spodziewać się głównie na święta i następujące po nich tzw. święte wieczory. Jest to okres od Bożego Narodzenia do prawosławnego Nowego Roku (14 stycznia). Kolędy śpiewali wszyscy, ale był taki zwyczaj, że dzieci robiły to głównie rano, młodzież – po południu, a dorośli – wieczorem.
Dawniej repertuar kolędników był bardzo bogaty. Składał się z około 10 kolęd. Chodziło o to, by chodząc od domu do domu nie śpiewać cały czas tych samych. Oczywiście ceniący się kolędnik musiał znać całą kolędę, bo jak zaśpiewał np. aż 32 zwrotki, to dostawał bardziej szczodrą zapłatę.
– To nie tak jak teraz, kiedy kolędnicy zaśpiewają dwie zwrotki i to jeszcze niepoprawnie – uśmiecha się ze smutkiem Fionik.
Czasem z nieznajomości słów wychodzą śmieszne pomyłki. Kiedyś u naszego rozmówcy kolędowała dwójka dzieci. Zaśpiewały one dwie zwrotki białoruskiej kolędy „Rożdżestwo Chrystowo” (Boże Narodzenie), ale przekręciły słowa i zamiast „płakali, redali” (płakali i oczekiwali) zaśpiewały „płakali, ryhali” (płakali, wymiotowali).
– Jak kiedyś kolędowaliśmy w Studziwodach, to już kilka tygodni przed świętami szykowaliśmy gwiazdę, oklejaliśmy ją wycinankami i uczyliśmy się na pamięć kolęd – wspomina Fionik.
Oprócz poprawnego śpiewania kolęd ważny jest sposób, w jaki się to robi.
Ważne, by kolędnicy wchodzili do domu z energią i radością. Jeśli ktoś wejdzie ze spuszczona głową i cicho spyta, czy można kolędować, to nie zrobi takiego wrażenia. Ale gdy nawet nie pukając otworzy drzwi i śpiewnie zawoła do gospodarza: „Pani gospodarzu dziś Chrystus się narodził. Przyszliśmy głosić Wam tę radosną nowinę. Można kolędować?”, to wtedy nawet przysypiający już goście od razu podniosą z uśmiechem głowę z nad stołu.
Dawniej kolędowało się głównie w swoich wsiach, gdzie wszyscy się znali. Dlatego kolędnicy podczas śpiewów i zawołań często nawiązywali do jakiś ważnych wydarzeń z życia gospodarzy.
Dawniej zapłatą za kolędowanie była kiełbasa, ciasto lub inne przysmaki ze świątecznego stołu. Bardzo rzadko płaciło się pieniędzmi. Na Podlasiu do dziś można usłyszeć kolędy śpiewane w języku staro-cerkiewnosłowiańskim, których historia sięga nawet XVI wieku. Często też pojawiają się współczesne pieśni, w których przeplatają się słowa z języka polskiego, białoruskiego lub ukraińskiego.
Hasło powstało na podstawie rozmowy z Doroteuszem Fionikiem
- Zgłoś naruszenie
- Zaloguj się lub utwórz konto, by komentować




Komentarze (0)