Marcin Paweł Panek - historia pewnej promocji...

Marcin Paweł Panek jest mieszkańcem Nowych Motul. Jest osobą niepełnosprawną i- jak twierdzi- fakt ten determinuje wszystkie jego marzenia i działania. Chociaż twierdzenie to samo w sobie nacechowane jest smutkiem, Marcin jest osobą pogodną i twórczą. Jest wojownikiem. Z uporem i pasją realizuje swe cele i pomysły, ze zrozumieniem i ogromną tolerancją dla ludzi sprawnych samorealizuje się, wbrew przeciwnościom i ... możliwościom. Jest konsekwentny. Uważa, że porażki są ciekawe, gdyż uczą życia, niepowodzenia zaś są po to, byśmy otrzymywali lekcje pokory. Sądzi, że żyjemy zgodnie z teorią fal Eliota- raz otacza nas nimb chwały, wszystko toczy się pomyślnie, ale ponieważ nie może to trwać wiecznie, szczęście nas opuszcza po to... by wkrótce znów powrócić.

Kukowianki. Pierwsza powojenna Żeńska Szkoła Rolnicza w Kukowie

Żeńska Szkoła Rolnicza w Kukowie -należy do jednych z najstarszych w naszym regionie. Ma bardzo bogatą historię. Tradycja i historia stanowią ważny element naszej kultury. Edukacja jest jej częścią. Bywa, że nawet krótki okres nauki zapada uczniom w pamięć i trwa przez całe życie. Niezwykle ciekawą jest opowieść o pierwszej powojennej Żeńskiej Szkole Rolniczej w Kukowie 90- letniej pani Zofii Bednarek ("z domu" Rola), mieszkanki wsi Nowe Motule. W roku 1938 mając lat 17 Zofia B. była uczennicą tej placówki. Nauka w szkole trwała 1 rok.

Historia krzyża stojącego na granicy wsi Tabałówka i Motule Nowe

Na granicy dwóch wsi Motule Nowe i Tabałówka stał krzyż. Był drewniany i- jak opowiadają najstarsi mieszkańcy- miał około 2,5 m wysokości. Mieszkańcy Motul Nowych- wsi, która istnieje od 1911 roku twierdzą, iż rodowód tego krzyża jest nieznany. Szczegółów; kiedy, ani przez kogo został zbudowany i postawiony nie znają również mieszkańcy Tabałówki. -Stał tu, zanim się urodziłem- mówi Jan Rydzewski. -Był tam, odkąd pamiętam- twierdzi Mirosław Dyczewski- więc i teraz tam być powinien. Katolicki krzyż znajdował się tuż obok kaplicy mariawickiej. Stanowiło to jakby podkreślenie, że nie mariawici a katolicy stanowią w okolicy większość. Właściwie obydwa wyznania współistniały wówczas „obok siebie”. Mariawickie siostry utrzymywały się z szycia i jak wynika z wywiadów „ludzie z całej wsi i okolic nosili płótno dla szwaczek mariawitek”. Katolickich mieszkańców drażniły jedynie mariawickie procesje przez wieś. Niektórzy, bardziej krewcy rolnicy zatrzymywali procesję, gdy przechodziła przez ich pola. Krzyż znajdował się również niedaleko grobu rosyjskiego żołnierza, którego pochowano tu w okresie II wojny światowej. Usypano mu mogiłkę, ustawiono mały krzyż prawosławny. Ekshumacja i przetransportowanie zwłok do ZSRR nastąpiła w wiele lat po wojnie. Drewniany krzyż zniknął w latach 50- tych. Drewno spróchniało i prawdopodobnie w czasie burzy krzyż złamał się. Istniał jednak w opowieściach starszych ludzi. We wsi jednak często używano określenia „przy krzyżu koło Rydzewskich” lub „przy tabałowskim krzyżu” i mimo, iż krzyża dawno nie było, każdy znał miejsce o którym mówiono. Na pomysł odbudowy krzyża wpadł Mirosław Dyczewski. Wspólnie z córką Jolantą i sąsiadem – Janem Rydzewskim postawili krzyż, nie drewniany a metalowy, pięknie obmurowany i ogrodzony drewnianym płotkiem. Święcenia symbolu dokonał w deszczowy, jesienny dzień 12 października 2002 roku ksiądz dziekan Wacław Polowczyk. Ze względu na złą pogodę na uroczystości obecni byli zaledwie nieliczni mieszkańcy Tabałówki i Motul. Tak mało jest we wsiach miejsc, które stanowią symbole. Drewniany krzyż z Tabałówki był świadkiem wydarzeń, które tworzyły historię regionu. Przeszłość i tradycja zaś są dla wsi szczególnie ważne. Kontynuacja tradycji jest rzeczą piękną, dlatego godnymi naśladowania są ludzie którzy nie tylko borykają się z codziennymi trudami życia na wsi, lecz również znajdują czas na działanie dla swojej małej ojczyzny.